Wszyscy znamy tę jedną osobę: dzwoni co pięć minut, sprawdza Twoją ostatnią aktywność online i dziwnym trafem wie, z kim byłaś na kawie – zanim zdążyłaś wrzucić zdjęcie na Instagram. Brzmi znajomo? Jeśli tak, prawdopodobnie zetknęłaś się z osobą zaborczą. Ale zaborczy co to znaczy tak naprawdę? Czy to romantyzm pomylony z kontrolą, czy może coś bardziej złożonego? Rozsiądź się wygodnie – za chwilę opowiemy o tym z humorem, ale i nutką psychologicznej mądrości.
Zaborczy – definicja z nutą dramatyzmu
Zaborczość to postawa, która objawia się nadmierną potrzebą kontroli nad drugim człowiekiem. Osoba zaborcza nie zna pojęcia „przestrzeń osobista”, a „zaufanie” brzmi dla niej jak bajka dla naiwnych. Zaborczy partner lub partnerka chce mieć Cię na wyłączność – najlepiej 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Lubi wiedzieć, co robisz, gdzie jesteś i dlaczego Twoja reakcja na wiadomość trwała trzy minuty, a nie trzy sekundy.
Słowo „zaborczy” pochodzi od słowa „zabór” – czyli zawładnięcie czymś, co czasem powinno być wolne jak ptak. I choć w niektórych romantycznych komediach zaborczość bywa przedstawiana jako dowód na wielką miłość, w realnym życiu potrafi być dusząca jak sweter z angory w lipcowy dzień.
Przykłady z życia (i Internetu)
Wyobraź sobie Kasię i Tomka. Kasia spotyka się z koleżanką na lunch, a Tomek w tym czasie bombarduje ją SMS-ami: „Kiedy wrócisz?”, „Kto tam z tobą siedzi?”, „A czemu nie odpisujesz od 7 minut?”. Innym razem Kasia znajdzie się na imprezie firmowej, a Tomek – nie otrzymawszy selfie z każdego kąta sali – zaliczy emocjonalne tsunami. Tak, właśnie to zaborczość w praktyce.
Zaborczy mogą być też przyjaciele, rodzice, a nawet współpracownicy. Tak, Twoja koleżanka z biura, która obraża się, gdy pójdziesz na obiad z kimś innym niż ona – zdecydowanie może mieć zaborcze zapędy. Internet roi się od historii z cyklu „mój chłopak obraził się, bo poszłam na siłownię bez niego”, albo „moja dziewczyna kontroluje, z kim mam kontakt na Facebooku”. Aż chciałoby się zakrzyknąć: ludzie, dajcie sobie trochę luzu!
Dlaczego ktoś jest zaborczy?
Psychologia nie pozostawia złudzeń: źródłem zaborczości najczęściej jest lęk – przed odrzuceniem, samotnością, zdradą. Osoby zaborcze często cierpią na niską samoocenę i niepewność. Uważają, że nie są wystarczająco dobrzy, więc próbują „zachować” drugą osobę blisko siebie, często stosując emocjonalny szantaż. I choć może to wyglądać na intensywną miłość, w rzeczywistości to potrzeba kontroli przebrana za troskę.
Ale uwaga! Czasem ukryta gdzieś głęboko w zaborczości kryje się też toksyczność. Jeśli ktoś permanentnie narusza Twoje granice, nie szanuje Twojej przestrzeni i próbuje decydować za Ciebie – masz prawo (a wręcz obowiązek!) się temu przeciwstawić.
Jak sobie radzić z zaborczą osobą?
Wiesz już, że zaborczy co to znaczy. Ale co zrobić, kiedy sama znajdziesz się w kręgu emocjonalnego oblężenia? Przede wszystkim: granice, granice i jeszcze raz granice. Mów jasno, czego nie akceptujesz. Ustal swoje zasady gry i przypominaj je, jeśli sytuacja wymaga powtórki z rozrywki.
Następnie – rozmowa. Zaborczy partner często nie zdaje sobie w pełni sprawy z tego, jak męczące są jego zachowania. Warto powiedzieć: „Kocham Cię, ale potrzebuję też czasu dla siebie. Bo jak nie, to zacznę snuć plany ucieczki do klasztoru (albo na Bali)” – humor działa cuda!
Jeśli jednak rozmowy nie pomagają, a sytuacja zaczyna przypominać thriller psychologiczny, warto sięgnąć po profesjonalną pomoc: terapia indywidualna lub par może zdziałać więcej niż setki godzin kłótni. A jeśli sprawy idą w stronę manipulacji i przemocy emocjonalnej – nie bój się odejść.
Więcej o tym, zaborczy co to znaczy oraz jak rozpoznać toksyczne schematy, przeczytasz w naszym dedykowanym artykule.
Relacje to nie walka o terytorium – to współpraca oparta na zaufaniu, szacunku i luzie. Bycie w związku (ale też w przyjaźni czy rodzinie) nie oznacza rezygnacji z siebie. Jeśli druga osoba próbuje „zabrać” Twoją wolność pod pretekstem miłości – włącz czerwoną lampkę. Zaborczość może być bardziej męcząca niż rozmowa o polityce przy rodzinnym stole.
A więc, droga Czytelniczko – daj się kochać, ale nie więzić. Miej własne pasje, czas dla siebie i prawo do niezależności. A jeśli po przeczytaniu tego tekstu masz przeczucie, że ktoś w Twoim otoczeniu przekracza granice – czas porozmawiać. Albo przynajmniej wysłać tej osobie link do tego artykułu z dopiskiem: „po prostu przeczytaj” 😉