Jeszcze kilka lat temu nazwisko „Marta Linkiewicz” wywoływało skrajne emocje – od śmiechu przez niedowierzanie po szok kulturowy. Internetowa buntowniczka, królowa niepoprawnych instastory i autorytet w dziedzinie „co się stanie, jeśli powiesz wszystko na głos” – Marta Linkiewicz kiedyś była zjawiskiem trudnym do zignorowania. Ale czy dziś wciąż jest tą samą dziewczyną z kolorowymi włosami i bez hamulców? Oj, nie. Przemiana tej influencerki to materiał gotowy na hollywoodzki scenariusz – z twistem, dramatem i happy endem, a wszystko przy dźwiękach Fight Clubu.
Od imprezowiczki do fighterki
Historii Marty Linkiewicz nie da się opowiedzieć, nie wspominając najbarwniejszego etapu jej życia – czasów znanych z hasztagów #TeamPatologia i #NieDlaGrzecznychDziewczyn. To wtedy Marta Linkiewicz kiedyś królowała w sieci dzięki swojej szczerości do bólu i beztroski, która fascynowała, bulwersowała i… przyciągała tłumy. Internet pokochał jej szczerość, ale równie szybko zaczęły pojawiać się pytania – dokąd to wszystko zmierza?
Odpowiedź nadeszła szybciej, niż się spodziewano. Marta postanowiła zmienić swoje życie i nie ograniczyła się do symbolicznego „czystego konta” na Instagramie. Weszła na ring – dosłownie. Debiutując w freak fightach, pokazała nie tylko jaja (metaforycznie, oczywiście), ale też determinację i nową wersję siebie. Marta Linkiewicz, kiedyś znana głównie z melanżowych ekscesów, teraz podbijała serca fanów za pomocą ciosów i kondycji, które wcześniej kojarzyły się raczej z bieganiem po klubach niż po oktagonie.
Metamorfoza w social mediach – profesjonalizm kontra przeszłość
Jeśli ktoś ostatnio zaglądał na profil LinkiMaster, mógł mieć wrażenie, że trafił na stronę fitness influencerki, a nie byłej królowej imprez. Zdrowy styl życia, motywacyjne teksty, współprace reklamowe z dużymi markami – to wszystko świetnie pasuje do nowej, bardziej dojrzałej wersji Marty.
I nie chodzi tu tylko o filtr na Instagramie. Marta ewidentnie odrobiła pracę domową z brandingu i budowania wizerunku. Serwuje swoim obserwatorom nie tylko zdjęcia z siłowni, ale i przemyślenia o akceptacji siebie, pracy nad sobą oraz pokonywaniu słabości. A co najważniejsze – robi to bez utraty swojej charakterystycznej szczerości i poczucia humoru. Nadal potrafi „pojechać jak z motyką na słońce”, ale teraz robi to z klasą i przemyśleniem.
Nowy rozdział: Dojrzałość i dystans do siebie
Największa zmiana? Może nie mieści się w cyfrach followersów ani w liczbie stoczonych walk. To podejście do samej siebie i swojego wizerunku. Marta Linkiewicz nie udaje, że nigdy nie była tą dziewczyną od wulgarnych live’ów czy kontrowersyjnych wyznań. Wręcz przeciwnie – mówi o tym bez skrępowania, traktując przeszłość jako etap, przez który musiała przejść, by być w miejscu, w którym znajduje się teraz.
Co więcej, ten dystans i poczucie humoru są chyba jej największą siłą w świecie zdominowanym przez perfekcyjny wizerunek i social mediowy retusz. Gdy inne influ pojawiają się perfekcyjnie przygotowane nawet na śniadanie, Marta potrafi wrzucić selfie z zapuchniętą twarzą i błyskotliwym opisem o PMS-ie. I to się ceni!
Czy to już nowa Marta, czy jeszcze „LinkiMaster”?
Dla niektórych będzie to wciąż „ta sama stara Marta”, dla innych – inspirująca metamorfoza kobiety, która nie bała się zmian i zaczęła walczyć (dosłownie i w przenośni) o swoje. Marta Linkiewicz kiedyś kojarzyła się z kontrowersją, dziś coraz częściej utożsamiana jest z determinacją, autentycznością i zdolnością do przeobrażenia się niczym medialny motyl.
Jedno jest pewne – mimo że zmiany są widoczne gołym okiem, Marta wciąż pozostaje sobą. I właśnie tym przyciąga nową publikę, z którą łączy nie tylko wspomnienie burzliwej przeszłości, ale i szacunek dla trudnej drogi, jaką przeszła. A przecież każdy z nas ma swoje „kiedyś”, prawda?
Zmiana Marty Linkiewicz to nie przypadek, a konsekwentnie budowany proces. Od wirali z imprezowych opowieści po miejsce na podium w oktagonie, Marta pokazała, że przeszłość nie definiuje przyszłości – definiuje ją to, co robimy dziś. I na koniec dnia, niezależnie od tego, czy pamiętasz Martę Linkiewicz kiedyś z głośnych nagrań, czy znasz ją jako wojowniczkę z MMA, jedno jest pewne – obok niej nie da się przejść obojętnie. Dziewczyna jest jak feniks, tylko z różowym manicur’em i rękawicami bokserskimi.
Przeczytaj więcej na: https://chillmagazine.pl/marta-linkiewicz-kiedys-jak-wygladala-i-kim-byla-zanim-stala-sie-celebrytka/.