Wyobraź sobie, że jesteś na wieczorze zapoznawczym dla par, a Twoja druga połówka właśnie opowiada żart o Tobie, który kończy się niezręcznym „hahaha… to było takie zabawne, kiedy nie pozwoliłam jej wyjść z domu przez trzy dni, bo znajomi ją wkurzali”. Śmiejesz się, ale coś Cię kłuje w środku. Czyżby związek, który powinien być oparty na miłości i wzajemnym szacunku, przypominał raczej tani thriller psychologiczny z lat 90.? Witaj w fascynującym (i niestety prawdziwym) świecie zjawiska, które psychiatra mógłby nazwać syndromem sztokholmskim w małżeństwie, a Twoja ciotka z emerytury – “o, to taka patologiczna miłość, co nie chce puścić”.
Nie takie sztokholmskie, jak je malują
Syndrom sztokholmski ma swoje korzenie w głośnym porwaniu z lat 70., kiedy to ofiary zaczęły odczuwać emocjonalne przywiązanie do swoich oprawców. Z czasem psychologia rozszerzyła to zjawisko na inne relacje – nie tylko między porywaczem a zakładnikiem, ale też – i tu robi się ciekawie – między małżonkami. Tak, dobrze czytasz. Niektóre małżeństwa mogą działać według podobnego scenariusza. Tylko zamiast pistoletu przy skroni, mamy podstępne manipulacje, gaslighting i triki emocjonalne w stylu „gdybyś mnie naprawdę kochał, to…”.
Miłość czy manipulacja? Oto jest pytanie
W syndromie sztokholmskim w małżeństwie chodzi o stan emocjonalnego uwięzienia. Osoba będąca ofiarą identyfikuje się z partnerem, który ją krzywdzi – usprawiedliwia jego zachowania, odrzuca pomoc z zewnątrz i często uważa, że „to wszystko przez nią”. Uderza Cię to? Nie jesteś sam(a).
Typowe objawy to: chroniczne poczucie winy, niska samoocena, izolacja od rodziny i znajomych, irracjonalna lojalność wobec partnera i… zdolność do tłumaczenia najgorszych dramatów „gorszym dniem”. Jeśli słyszysz: „on mnie czasem wyzywa, ale przynosi kwiaty” albo „muszę mu dawać hasło do Instagrama, bo bardzo się troszczy”, to dzwonki alarmowe powinny już grać w tonacji disco polo.
Dlaczego zostają, zamiast uciekać?
Tu pojawiają się pytania, które logicznie myślących ludzi przyprawiają o zawrót głowy. Czemu ona nie odejdzie? Przecież to nienormalne! A jednak – emocjonalne uzależnienie w relacji może być silniejsze niż argumenty racjonalne. Strach przed samotnością, społeczne oczekiwania („małżeństwo to świętość!”), dzieci, zależność finansowa i – last but not least – nadzieja, że on się zmieni.
Warto też wspomnieć o cyklu przemocy, który wygląda mniej więcej tak: kryzys – przeprosiny – spokój – napięcie – znowu kryzys. W tej sinusoidzie emocji człowiek przestaje odróżniać normalność od dramatu. I zanim się obejrzy, funkcjonuje w świecie, gdzie zrobienie obiadu bez awantury to romantyczny gest, a SMS o treści „gdzie jesteś?” wywołuje lęk.
Jak rozpoznać, że to już syndrom sztokholmski w małżeństwie?
Nie chodzi tylko o to, że w związku są trudne momenty. Związki mają prawo do kryzysów – życie to nie komedia romantyczna z Hugh Grantem. Ale jeśli zauważasz, że:
- czujesz winę za każdą kłótnię, nawet jeśli obiektywnie nie zrobiłeś/-łaś nic złego,
- izolujesz się od znajomych i rodziny, bo partner/-ka „ich nie lubi”,
- próbujesz tłumaczyć agresję, zazdrość lub kontrolę dobrą intencją,
- czujesz, że nie przeżyjesz bez tej osoby (mimo łez i bólu),
- boisz się powiedzieć, co czujesz, bo „będzie kolejna awantura”
…to może to być właśnie syndrom sztokholmski w małżeństwie. I niestety nie zniknie on sam po nowym zestawie pościeli z Ikei.
Miłość nie rani… przynajmniej nie powinna
Zdrowy związek to nie miejsce, w którym codziennie musisz tłumaczyć się z każdego oddechu, ścieżki w Google Maps czy połączenia od koleżanki z pracy. Miłość powinna wspierać, a nie więzić. Jeżeli czujesz, że Twój związek przypomina bardziej survival niż codzienną wspólnotę, czas spojrzeć prawdzie w oczy (najlepiej z pomocą psychologa, terapeuty lub grupy wsparcia, a nie tarotystki Zofii z TikToka).
Syndrom sztokholmski w małżeństwie to realne zjawisko – dobrze byłoby, żebyś go nie bagatelizował/-a. Świadomość to pierwszy krok do zmiany. A drugi to odejście na własnych zasadach – z godnością i planem działania.
Bo w życiu warto akceptować kompromisy, a nie kompromitacje.
Przeczytaj więcej na: https://chiclifestyle.pl/syndrom-sztokholmski-w-malzenstwie-jak-to-sie-objawia-jak-sie-uwolnic/.