Telewizja potrafi stworzyć z przeciętnego Kowalskiego prawdziwego bohatera narodowego. Dowód? Program „Zakup w ciemno” – reality show, które z prędkością światła przebiło się do kanonu najciekawszych (i najzabawniejszych) rozrywek telewizyjnych w Polsce. Skąd ten fenomen? Cóż, wystarczy wymieszać ludzką ciekawość, odrobinę zakupowego ryzyka i kilka oszalałych decyzji finansowych, aby uzyskać idealny przepis na telewizyjny hit. Dziś zaglądamy za kulisy tego spektaklu ryzyka, emocji i – nie ukrywajmy – czasem kompletnych absurdów. Kto są „zakup w ciemno uczestnicy”? Co tak naprawdę kryje się w tych tajemniczych pudłach? I dlaczego niektórzy gotowi są rzucić niemałe pieniądze w ciemno? No to jedziemy!

O co chodzi w tym całym zakupie w ciemno?

Program „Zakup w ciemno” opiera się na prostym, acz genialnym pomyśle. Uczestnicy licytują zawartość zamkniętych pudeł – zupełnie nie wiedząc, co jest w środku. Może tam być iPad, wakacyjna wycieczka albo… stare żelazko z PRL-u. Emocje buzują, ręce drżą, a serca biją mocniej niż przy ślubie z wyboru. Cała magia polega na tym, że licytujący muszą zaufać swojej intuicji, przeczuciu (lub horoskopowi z porannego expressu) i… zasobowi portfela. Czasami trafiają na perełkę, innym razem – na materiał na śmietnik.

Kto te cuda kupuje, czyli zakup w ciemno uczestnicy

Ach, nasi bohaterowie! Uczestnicy tego zwariowanego show to prawdziwa mieszanka wybuchowa. Mamy tu osoby, które z nudów w pracy kliknęły „zgłoś się” i nagle znalazły się na planie programu. Są też rasowi łowcy okazji, dla których każda paczka to potencjalne złoto. I nie zapominajmy o tych, którzy przyszli po prostu się pobawić – jedni z największą radością zapłacą 800 zł za karton pełen starych gazet, byle pojawić się w telewizji. Wśród „zakup w ciemno uczestników” znajdziemy zarówno dziadków z pasją do zbieractwa, jak i młode pary traktujące licytację jak formę przedmałżeńskiego testu. (Dla niektórych – ostatniego…).

Co kryje się w kartonie? Niespodzianki większe niż u Mikołaja

Twórcy programu mają nie lada fantazję – raz w pudełku można znaleźć sprzęt AGD wart kilka tysięcy złotych, innym razem… kolekcję kamieni z wakacji reżysera. Takie zestawy można wykorzystać co najwyżej jako podstawki pod piwo. Ale właśnie to przyciąga widzów – nieprzewidywalność i echo loterii. Nie brakuje też bardziej makabrycznych niespodzianek: martwych roślinek doniczkowych, złamanych krzeseł czy… podręczników do informatyki z 1998 roku. Dla niektórych to strzał w dziesiątkę, dla innych – terapia szokowa po nieudanym zakupie.

Prowadzący – człowiek orkiestra i terapeuta w jednym

Kiedy wszystko wokół tonie w śmiechu, napięciu i niepewności, nad programem czuwa prowadzący – showman, mediator i czasem psychoterapeuta uczestników. Potrafi rozładować napięcie ciętym żartem i z rozbrajającym uśmiechem przypomnieć, że „no przecież mówiłem, nie zaglądałeś!”. To on jest spoiwem całej tej rollercoasterowej rozrywki, dbając o to, by zakup w ciemno pozostał ekscytującą grą losową, a nie sesją zbiorowego poirytowania.

Dlaczego oglądamy to z wypiekami na twarzy?

Psychologowie mogliby godzinami tłumaczyć zjawisko „czyjegoś ryzyka mnie bawi”, ale prosty powód jest taki: uwielbiamy emocje, ale niekoniecznie na własny koszt. Obserwowanie jak ktoś za ostatnie 500 zł kupuje karton pełen golfów z odpustu to emocjonalny rollercoaster, który daje oglądającym ogromną satysfakcję. Zwłaszcza gdy samemu siedzi się w pidżamie, popijając herbatkę i nie ryzykując ani grosza.

„Zakup w ciemno” to telewizyjna gratka, która z powodzeniem wyprzedza niejedną telenowelę w kategorii „co się za chwilę wydarzy?”. Uczestnicy programu stali się prawdziwymi celebrytami Internetu, a ich decyzje analizowane są w memach, forach i domowych dyskusjach. Czy to szaleństwo? Może i tak. Ale któż z nas nie chciałby raz w życiu kliknąć „kupuję w ciemno” i poczuć ten dreszczyk niepewności? A jak jeszcze można trafić nowy blender – to już w ogóle jackpot.

Zobacz też:https://swiat-i-ludzie.pl/zakup-w-ciemno-uczestnicy-kto-bral-udzial-co-sie-wydarzylo/