Kiedy nastaje wiosna, wiele osób z niepokojem spogląda na zegarki – czeka nas przestawianie wskazówek! Raz wprzód, raz w tył – można się pogubić. Ale skąd właściwie wziął się ten rytualny taniec z czasem? Dlaczego zmieniamy czas dwa razy do roku i co ma z tym wspólnego oszczędzanie energii czy… wojna? Przed Tobą fascynująca podróż przez dzieje zegarka, absurdów i logiki zmiany czasu. Bez obaw – bez komplikacji i bez potrzeby kawy na pobudzenie. Chociaż może jedną warto wypić z czysto poznawczych powodów.
Historia zmiany czasu – kto w to pierwszy wpadł?
Na pomysł przesuwania wskazówek zegarka jako pierwszy wpadł… Benjamin Franklin. Tak, ten sam pan od piorunochronu i bifokali stwierdził w XVIII wieku, że ludzie mogliby dłużej korzystać ze światła dziennego, gdyby wcześniej wstawali. Dlaczego zmieniamy czas? Według niego – dla oszczędności świec! Pomysł był może i śmieszny, ale dopiero podczas I wojny światowej Niemcy jako pierwsi w 1916 roku wprowadzili tzw. czas letni, by oszczędzać węgiel potrzebny do produkcji energii. Reszta świata – w tym Polska – z pewnym wahaniem dołączyła do tej praktyki, a potem już… tak zostało.
Dlaczego zmieniamy czas w Polsce?
W Polsce zmiana czasu obowiązuje od dekad, chociaż nie zawsze była stosowana regularnie. Po II wojnie światowej eksperymentowano z tą ideą, a w latach ’80 powrócono do niej na stałe. Argument? Energetyczny! Uznano, że skoro latem wcześniej wschodzi słońce, lepiej przesunąć czas, by ludzie funkcjonowali zgodnie z naturalnym światłem. Więcej światła dziennego = mniej prądu na oświetlenie. Matematyka piękna, ale nie do końca działająca w erze szerokoekranowych telewizorów i laptopów w każdej sypialni.
Skutki uboczne – czyli o zaspanych Polakach i rozregulowanych zegarach biologicznych
O ile idea przesuwania czasu brzmi logicznie, to codzienność pokazuje, że nie każdy organizm lubi te zmiany. Statystyki nie kłamią – po zmianie czasu rośnie liczba wypadków drogowych, incydentów sercowych i ogólnych spóźnień do pracy. Zmiana czasu potrafi wyprowadzić z równowagi nawet najbardziej stoickich obywateli. A dzieci? One jeszcze nie kumają, czy to rano, czy wieczór, ale wiedzą jedno – nie chcą iść spać. Albo chcą… ale o godzinie niepojętej dla dorosłych.
Co na to Unia Europejska?
UE też ma dość przestawiania zegarków dwa razy do roku. Od kilku lat trwają dyskusje nad zniesieniem tej praktyki. W 2019 roku Parlament Europejski nawet przyjął projekt wycofania obowiązkowej zmiany czasu od 2021 roku. I… no cóż, nic się nie wydarzyło. Państwa członkowskie miały same wybrać, który czas chcą zostawić – letni czy zimowy. Efekt? Polityczny galimatias i zegarki nadal cierpią. Polska opowiedziała się raczej za czasem letnim, ale wszystko pozostaje w zawieszeniu. Wiadomo – nie takie sprawy już leżały na unijnym biurku latami.
Zmiana czasu a ekologia – czy to jeszcze ma sens?
W czasach świetlówek, LED-ów i energooszczędnych technologii, oszczędność energii dzięki zmianie czasu jest iluzoryczna. Niektóre badania wskazują, że korzyści energetyczne są niemal niezauważalne. Co więcej – paradoksalnie – wydłużone wieczory przyczyniają się do większego zużycia energii, bo ludzie… mają więcej czasu na zużywanie prądu. Czy to ironia losu? A może znak, że rozwiązania z XIX wieku niekoniecznie pasują do XXI?
Prawdę mówiąc, zmiana czasu wydaje się dziś anachroniczna jak kontrola biletów w tramwaju przez człowieka z ręcznym dziurkaczem. Czy naprawdę światło dzienne dyktuje nasz rytm życia aż tak bardzo w epoce całodobowych siłowni, Netflixa i nocnych zakupów online?
I tak oto dochodzimy do wielkiego pytania – dlaczego zmieniamy czas wciąż i wciąż, mimo tylu kontrowersji? Po części z przyzwyczajenia, po części przez biurokratyczne zawiłości, ale i z obawy, że zmiana może przynieść więcej zamieszania niż sama praktyka.
Bez względu na opinie społeczne, nadal co roku grzecznie przesuwamy zegarki, tylko po to, by potem przez tydzień chodzić z miną człowieka wyciągniętego z innej strefy czasowej. Czas to naprawdę dziwna koncepcja. Zmiana czasu – jeszcze dziwniejsza.
Jeśli więc nadal zastanawiasz się, dlaczego zmieniamy czas, odpowiedź brzmi: bo kiedyś miało to sens. Dzisiaj… raczej już nie. Ale może kiedyś znowu nastanie czas, kiedy ludzkość przestanie bawić się w zegarowego ping-ponga.