Wyobraź sobie taką sytuację: wchodzi do pokoju robot, który zamiast cześć mówi wsadź dokumenty do kartonu, a po chwili dopytuje suchym tonem, czy zrobiłeś już raport. Brzmi znajomo? Jeśli tak, to prawdopodobnie nie żyjesz w przyszłości otoczonej androidami – po prostu doświadczyłeś przedmiotowego traktowania. To zjawisko coraz częściej występuje nie tylko w pracy, ale też w relacjach prywatnych. Czas więc przyjrzeć się temu bliżej i nauczyć się stawiać granice, zanim ktoś nas znów uzna za automatyczną maszynkę do spełniania oczekiwań.

Co to właściwie jest, to całe przedmiotowe traktowanie?

Najprościej ujmując, przedmiotowe traktowanie to sytuacja, w której ktoś widzi w nas wyłącznie środek do osiągnięcia własnych celów. Nie jesteśmy wtedy człowiekiem z potrzebami, emocjami i całą tą piękną złożonością duszy, ale „tym od Excela”, „tą od dzieciaków” albo „osobą, która zawsze wie, gdzie są spinacze”. Takie podejście może się zdarzyć zarówno w biurze, jak i przy świątecznym stole, gdzie twoja ciocia nie pyta, co słychać, tylko czy przyniosłeś bigos. A wiadomo, że bigos nie przynosi się sam!

Jak rozpoznać, że nie jesteś już sobą, tylko funkcją?

Pierwsza czerwona lampka zapala się wtedy, gdy rozmowy z daną osobą zawsze sprowadzają się do „czy zrobiłeś?”, „czy masz?”, „czy mogę dostać?”. Jeśli czujesz, że twoja obecność jest tylko dodatkiem do listy zadań – mamy problem. Kolejny symptom to brak empatii. Czujesz się słabo? Nieważne, deadline nie poczeka. Masz problemy osobiste? „OK, ale dokończ raport”. Jeśli to brzmi jak twój dzień powszedni, witaj w klubie użytkowników, którzy są traktowani jak narzędzia.

Nie tylko w pracy, czyli gdzie jeszcze można się tak poczuć?

Choć często mówimy o tym zjawisku w kontekście zawodowym, prawda jest taka, że przedmiotowe traktowanie potrafi zakraść się także do życia prywatnego. Partner, który zauważa cię tylko wtedy, gdy trzeba naprawić zlew. Przyjaciel, który dzwoni tylko po pożyczkę. Rodzic, który chwali cię tylko wtedy, gdy masz sukces do opowiedzenia na rodzinnym obiedzie. Lista jest długa, a każdy z tych przykładów rani na swój sposób.

Dlaczego ludzie traktują innych jak meble?

No dobrze, ale skąd to się bierze? Często winna jest kultura efektywności, w której wszystko musi być natychmiast, na wczoraj i najlepiej z certyfikatem ISO 9001. Do tego dochodzi brak nauki empatii – nie wszyscy wynieśli z domu umiejętność słuchania. A czasem to po prostu wygoda: łatwiej kogoś potraktować jak narzędzie niż poświęcić czas, żeby zrozumieć jego potrzeby. W skrócie: szybciej, łatwiej, bez komplikacji – tylko że relacje to nie fast food.

Jak przeciwdziałać – czyli twój wewnętrzny firewall w akcji

Zasadniczo, zanim ktoś cię wrzuci do kategorii „dostępne zasoby”, warto przypomnieć światu (a czasem i sobie), że jesteś człowiekiem. Mów „nie”, kiedy nie masz siły. Komunikuj jasno swoje granice. Zbieraj ludzi wokół siebie, którzy widzą w tobie więcej niż tylko Wikipedię z ekspertyzą. A jeśli widzisz, że ktoś cię nie szanuje, nie bój się odejść z tej relacji – drzwi są po to, żeby przez nie wychodzić, nie tylko wpuszczać zleceniobiorców.

A może ty też… traktujesz innych przedmiotowo?

Ups. No właśnie. Przedmiotowe traktowanie to nie tylko coś, co MOŻE się nam przydarzyć. Czasem sami jesteśmy sprawcami, zupełnie nieświadomie. W pośpiechu, w stresie, w natłoku zadań – zapominamy zapytać „jak się czujesz?”, „czy mogę jakoś pomóc?”, „czy masz dziś energię na to, o co cię proszę?”. To dobry moment, żeby spojrzeć w lustro i zadać sobie pytanie: czy ja jestem jeszcze człowiekiem dla ludzi, czy już menedżerem zadań?

Na koniec – prosta rada: jeśli czujesz, że stałeś się narzędziem, czas odłożyć śrubokręt i przypomnieć sobie, że masz duszę. Zadbaj nie tylko o to, jak jesteś traktowany, ale też jak traktujesz innych. Bo świat byłby znacznie milszym miejscem, gdybyśmy wszyscy robili trochę mniej „zadań” i trochę więcej „bycia tu i teraz”. A reszta? Sama się ułoży… chyba że mówimy o zmywarce – tu niestety trzeba nacisnąć przycisk.